Moja historia

Moja historia rozpoczyna się w nocy z 25tego na 26ty stycznia 2007 około 0:00 w domu. Siedząc przed komputerem słyszę narastający gwizd w uszach. Aż gwizd wypełnił całą mą głowę. Siedząc na obrotowym fotelu przewróciłem się razem z nim na podłogę. Straciłem równowagę. Przeszło mi przez głowę,że nie wiem gdzie jest podłoga gdzie sufit,rzucałem się na podłodze, świat wirował. I tak dobre kilka minut. Byłem sam w domu. Leże, próbuję wstać,nic. Jakbym był pijany. Nagle telefon, dzwoni długo, potem znowu i znowu. Próbuję sięgnąć go bo jest na biurku a (ja na podłodze). Zwalam go w końcu(za kabel bo to był stacjonarny),w rezultacie telefon się odebrał upadając na podłogę. Teraz pozostało chwycić słuchawkę.,ale wypadała mi z ręki. W końcu się udaję ją chwycić. To była moja dziewczyna. Coś mowie ale zupełnie niezrozumiale, bełkoczę. Ona myśli,że jestem pijany. Udaje się powiedzieć że jest źle przyjedź. Na czworaka idę do przedpokoju przekręcić zamek w drzwiach wejściowych by weszła. Ubieram się jakoś i włażę na łóżko,kładę się i zamykam oczy i czekam na pomoc. W szpitalu po kilku dniach wracam pomału do zdrowia. Załatwiam się w ubikacji, oczywiście drogę z łóżka pokonuję na wózku. Ale rozmawiam przez telefon i ogólnie jest coraz lepiej. Nagle spada mi ciśnienie,podają coś na podbicie. Może to był błąd,może zbieg okoliczności. Ujawnia się zespół zamknięcia.Już resztę znam z opowieści. Jestem nieprzytomny - śpię. Jawa się zlewa ze snem. CO MI SIĘ PRZYŚNIŁO Wiem,że przechodzę zapalenie płuc,narasta niewydolność oddechowa. Niewydolność staje się przyczyną wysokiej temperatury. Jestem już tak niewydolny,że robię się siny. Zamiast dać mnie na OIOM to rozstawiają parawany bym chyba się wykończył(!) Rodzina załatwia miejsce w szpitalu w Warszawie , mam nie przeżyć drogi, to ok 30km. W Warszawie mnie intubują i podłączają respirator. Po tygodniu montują rurkę-tracheotomie. Kilka dni potem,budzę się. Dowiaduje się,że miałem udar niedokrwienny pnia mózgu i móżdżku, przez zator w tętnicy podstawnej w mózgu. Efektem jest zespół zamknięcia. Nie mogę mówić,ruszać się,nic. Nie mogę przekręcić głowy. Sadzają na łóżku,nic puszczę mnie - lecę, puszczą głowę - opadnie bezwiednie. Pokazują mnie Talarowi, zaczynają się masaże,stymulacje wg zaleceń profesora. To są wypisy z neurologii i zdjęcie jak śpię ale jeszcze bez rurki - zaintubowany.

Z neurologii trafiam bezpośrednio na oddział rehabilitacji. Ćwiczą mnie biernie,pionizują sadzają na godzinę na wózek potem na dwie godziny. Rok 2007 jestem cały czas na rehabilitacjach, z jednej bezpośrednio na drugą. Zaliczam Bydgoszcz,Poznań,Warszawę itd wracam na Boże narodzenie do domu. Nauka jedzenia, picia, przełykania. Pionizację od 5 min na początku do kilku godzin na stole, potem omdlenia w parapodium i znów godziny stania w pionie w nim,potem wstawanie przy drabince wpierw z pomocą potem bez. Pierwsze kroki. Łzy z braku sił po 5 krokach z balkonem. Teraz i tak dopiero przejdę z 80m z chodzikiem,a tak to jestem na wózku. Uczę się trzymać równowagę,ćwiczę mowę, cały czas jeżdżę po rehabilitacjach.W 2011 urodził mi się synek :)

304498
Odwiedzin od 2009 roku